top of page
  • madrasnupka

Moja przygoda z dogoterapią

Temat sam się ostatnio przypomniał i uświadomiłam sobie, że Wam o tym nie mówiłam. Na studiach i jeszcze dłuższy czas po pracowałam jako wolontariusz w fundacji "Ama Canem". Myślę, że trwało to około 8 lat. To była świetna przygoda i naprawdę dobra lekcja życia. Na stałe jeździłam do przedszkola specjalnego. Ale bywałam też w ośrodkach dla autystyków i na obozach rehabilitacyjnych. Przez cały ten czas próbowałam odważyć się na współpracę z fundacją zajmującą się dziećmi chorymi onkologicznie. Teraz z perspektywy czasu wiem, że dobrze, że się nie odważyłam. Myślę, że przerosło by to moje możliwość emocjonalne.


Ten czas to była dla mnie pierwsza świadoma praca z psami, ale też z osobami niepełnosprawnymi. Pamiętam jak zostawili mnie i koleżanki po raz pierwszy same z dorosłymi autystykami. Radźcie sobie. Było to moje pierwsze spotkanie z osobami, które były w wieku moich rodziców, normalnie wyglądały a jednak... Dziecko traktuje się jak dziecko i jeśli jest niepełnosprawne umysłowo to nadal traktuje się jak dziecko. Z dorosłymi początkowo miałam problem.


Praca tam pozwoliła mi poznać mnóstwo wspaniałych ludzi. Psiarzy zafiksowanych na swoich psach, ale też ludzi poświęcających swój czas wolny aby pomagać innym. Dzieci tych osób, teraz dorosłe często, są teraz behawiorystami lub mają inne zawody związane z psami. Myślę, że najlepszymi w swoim fachu, bo całe życie w tym uczestniczyli. Tu też miałam styczność z bardzo dobrze klasyfikowaną i prowadzoną od lat hodowlą. Widziałam jak to wygląda od podszewki. Potem nasze drogi się rozeszły. Głównie, przez zobowiązania zawodowe, ale też w tamtym czasie nie miałam psa, który by się sprawdził w tego rodzaju pracy. To była moim życiu naprawdę fajna przygoda, z perspektywy czasu widzę że dała też solidne fundamenty do obecnej pracy.

7 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page